<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="Wanda Wiśniewska">
<author_1="">
<language="pl">
<style="press">
<year="1951">
<month="12">
<date="1951-12-30">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Jestem przecież zwykłą robotnicą, a w Państwo tak o mnie dba — mówi Wanda Wiśniewska — Staram się dobrze pracować i byłam już trzy razy awansowana — opowiada dalej z zażenowanym uśmiechem. — Kiedy w zeszłym roku umarł mój mąż, zdawało mi się, że się przepaść przede mną otworzyła. Troje dzieci, ani mieszkania, ani pracy. Stopniowo poprawiał się jej los. Zaczęła pracować w Zakładach im. M. Kasprzaka w Warszawie w dziale monterskim, potem przeszła na lutowanie. Zarobek jej w krótkim czasie wzrósł dwukrotnie. Obecnie otrzymuje 800 złotych miesięcznie, co wystarcza na utrzymanie jej rodziny. — Wielką pomocą dla mnie było umieszczenie najmłodszego Maeoczka w żłobku tygodniowym — mówi Wiśnewska. Pomogła mi w tym nasza Rada Kobieca. Potem opowiada o pobycie na wczasach. Pojechała z całą trójką dzieci. — Dostaliśmy dwa pokoje z kuchnią w pięknej willi. Odżywianie było bardzo dobre. Wypoczęliśmy i poprawiliśmy się wszyscy. — A to już chyba dopełnienie mego szczęścia — mówi ze łzami wzruszenia, pokazując przydział na dwupokojowe mieszkanie na MDM-ie. Wprost nie mogę w to uwierzyć. Wiśniewska mieszkała dotychczas aż za Komorowem, w małej klitce, przerobionej z werandy, bez pieca i światła. Żeby zdążyć do pracy musiała wychodzić z domu już o wpół do 5-ej rano, spiesząc na stację kolejki. Ale wstawać trzeba było dużo wcześniej. — Jak to będzie wspaniale — snuje Wiśniewska plany na najbliższą przyszłość — kiedy wprowadzimy się już na nowe mieszkanie. Mareczek będzie w żłobku, ale niedługo pójdzie już do przedszkola, Alinka też będzie w przedszkolu, a Mirka będzie miała tak blisko do szkoły.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
